Depozyty bankowe to 1.5-2.5 %. Możemy zaoferować bezpieczne 60% w skali roku.

Dlaczego nie warto trzymać pieniędzy na kiepsko oprocentowanych lokatach? Bo takie depozyty nie chronią oszczędności przed inflacją. Jeśli wpłaciliście rok temu pieniądze na lokatę oprocentowaną niżej niż 2,2 proc., to realnie straciły na wartości. Terminem inflacja określa się wzrost cen w gospodarce. Główny Urząd Statystyczny podał wczoraj, że inflacja rok do roku wyniosła 1,8 proc. Oznacza to, że w styczniu 2017 roku ceny wybranego do badania koszyka towarów były wyższe o 1,8 proc. niż w styczniu 2016 roku. To z kolei oznacza, że rok temu każda złotówka w naszym profilu miała większą siłę nabywczą niż dziś. Jeśli w styczniu 2016 r. wpłaciliśmy na nieoprocentowany, bezpłatny ROR 1000 zł, to w ciągu 12 miesięcy realnie straciliśmy 18 zł. Głównym zadaniem lokat jest ochrona naszych pieniędzy przed inflacją. Oprocentowanie powinno być więc możliwie najwyższe, bo trudno jest przewidzieć, o ile wzrosną ceny w najbliższej przyszłości. Zjawiskiem odwrotnym do inflacji jest deflacja, czyli spadek cen. Występuje znacznie rzadziej, ale mieliśmy z nią do czynienia w ostatnich kilku latach. Ceny spadały, więc kwestia oprocentowania lokat była w zasadzie drugorzędna. Pieniądze nawet na kiepskich depozytach nie traciły swojej wartości. Inflacja na poziomie 1,8 proc. oznacza, że wszystkie lokaty założone przed rokiem ze stawką niższą niż 2,2 proc. przyniosły stratę. Dlaczego poniżej 2,2 proc. skoro inflacja wyniosła 1,8 proc.? Bo stawki podawane przez banki w cennikach są stawkami brutto. Zanim odsetki z lokaty trafią na nasze konto, bank potrąci jeszcze 19 proc. podatku. Tymczasem z przygotowanego w styczniu ubiegłego roku rankingu lokat Bankier.pl wynika, że depozytów ze stawką powyżej 2,2 proc. było wówczas jak na lekarstwo. W jaki sposób inwestor może oczekiwać stopy zwrotu na...